Wywiady: Łukasz z Roweroweporady.pl

Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem?
Blog Rowerowe Porady prowadzę od czerwca 2010 roku. Zawsze ciągnęło mnie do tworzenia. Kiedyś miałem kilka mini-stron, na których publikowałem krótkie opowiadania i dzieliłem się tam swoimi pasjami. Był również prywatny blog o wszystkim i o niczym :) Ale nie publikowałem tam nic regularnie. Na poważnie zabrałem się za blogowanie po przeczytaniu artykułu, bodajże w Gazecie Wyborczej, w której opisano z tego co pamiętam Segrittę i Kominka. Temat tak mnie zaciekawił, że zacząłem czytać o blogach i blogowaniu, a ostatecznie ruszyły Rowerowe Porady.

Skąd czerpiesz inspiracje?
Pomysły na teksty zazwyczaj biorą się z życiowych sytuacji. Coś zepsuje się w rowerze lub będzie wymagało poprawy - i już mam gotowy temat na wpis. Albo potrzebuję coś kupić, np. nowe sakwy, przy okazji zgłębiam temat i ostatecznie dzielę się moimi przemyśleniami i zebranym doświadczeniem na blogu. Wszystkie pomysły, nawet te najdziwniejsze, które przychodzą mi do głowy, od razu zapisuję w specjalnym pliku. Mam tam zebrane kilkaset tematów, które kiedyś być może poruszę na blogu. Warto to robić, bo nawet najlepsze pomysły, jeżeli się ich nie zanotuje, szybko ulatują z głowy.

Jak motywujesz się do blogowania?
To pytanie jest bardzo dobre i zarazem bardzo trudne. Nie będę ukrywał, że blogowanie to nie jest sama radość, pasja tworzenia i taniec na łące o poranku. Czasem mam w głowie pomysł i chcę natychmiast przenieść go na blog, aby podzielić się nim z czytelnikami. A czasami mam w głowie pustkę, wszystkie tematy wydają mi się banalne i nudne. Wtedy zazwyczaj po prostu rzucam wszystko i wychodzę na rower :) Oderwanie się od wszystkiego i odrobina aktywności fizycznej zdecydowanie pomagają na nabranie motywacji i chęci do dalszego działania. A to trzeba robić stale. Wypalenie i zniechęcenie może dopaść każdego, w nawet najlepszej pracy na świecie.

Jaką radę dałbyś początkującym blogerom?
Jeżeli prowadzisz bloga z czystej pasji i nie wiążesz z nim żadnych większych planów, to po prostu pisz, ciesz się tym i niczego sobie nie narzucaj. Natomiast jeżeli chcesz w przyszłości (bo na pewno nie od razu) na nim zarabiać, warto postawić na regularność. To stara i dobrze wszystkim znana zasada. Ale tylko Ci, którzy wprowadzą ją w życie, mają szansę zebrać dużą liczbę czytelników, a przy okazji potencjalnych partnerów do współpracy. Dziesięcioma tekstami pisanymi w ciągu roku, blogowego świata się nie podbije. A że tak naprawdę, mało kto ma zapał do regularnego tworzenia treści, w blogosferze (ale także na YouTube), jest jeszcze bardzo dużo miejsca dla nowych twórców. Trzeba się też jakoś wyróżnić i mieć pomysł na to, co będzie się tworzyć. Tysięczny blog z przepisami kulinarnymi na wszystkie okazje, może mieć duży problem, aby się przebić. Ale już uderzenie w jakąś kulinarną niszę, która cieszy się dużym zainteresowaniem, ale nikt z blogerów jeszcze jej nie odkrył, bądź zrobił to słabo, może być strzałem w dziesiątkę. Porad dla początkujących mógłbym dać naprawdę sporo. Ale na początek wystarczy po prostu zacząć tworzyć i zobaczyć czy Ci się nie znudzi po kilku miesiącach. Jeżeli wytrwasz, to jest szansa, że będzie z Ciebie bloger lub blogerka :)

Jakie są Twoje plany związane z blogiem następny rok/kilka lat?
Nie mam żadnych konkretnych planów. Oczywiście gdzieś z tyłu głowy cały czas kotłują się pomysły i luźne myśli. Może rozszerzenie tematyki na inne aktywności? Może wpuszczenie zewnętrznych autorów? Może seria wywiadów ze znanymi sportowcami? Ale wszystko musi u mnie najpierw dojrzeć, a potem, jak już zacznę, to leci z siłą wodospadu :) Tak było na przykład z otwarciem kanału na YouTube. Myślałem o tym od dawna, ale cały czas brakowało mi przekonania. Aż w końcu doszedłem do wniosku, że jak nie zrobię tego teraz, to za jakiś czas może być już za późno, w kilka dni skompletowałem sprzęt i po prostu zacząłem kręcić.

Zabawna historia lub co dało Ci prowadzenie bloga?
Dzięki blogowaniu i fakcie, że nie mam szefa nad głową, nie muszę mieć praktycznie żadnego terminarza (poza dwoma odcinkami na YT, które wrzucam w tygodniu, ale zawsze mogę nagrać je na zapas). Mogę rzucić wszystko i kiedy tylko chcę, wyjechać na kilka dni na rower. Co zresztą ostatnio zrobiłem i bez większego planowania wybrałem się na północny-wschód Polski. Oczywiście bycie blogerem, nie jest równoważne z byciem niebieskim ptakiem, bo popracować też trzeba (tak, tak). Ale już sam fakt, że mogę robić to co robię, z dowolnego miejsca na Ziemi - daje naprawdę dużą satysfakcję.